Jak spadek okazał się dobrym biznesem

W wieku stu jeden lat zmarła moja ciotka, dość ekscentryczna kobieta, mieszkająca całe życie w odległym zakątku Polski. Ostatnio widziałyśmy się na moim ślubie, kontakt się urwał, a teraz odezwał się jej prawnik i zaprosił na odczytanie testamentu. Nie wiedziałam, czego miałam się spodziewać, ale nie miałam nic do stracenia.

Przyczepy rolnicze w spadku po ciotce

nowe przyczepy rolnicze do gospodarstwByłam bezdzietną rozwódką, która w życiu zawodowym robiła już prawie wszystko i nadal nie wiedziała gdzie jej miejsce. Pojechałam, usłyszałam, nie-do-wierzyłam. Napisała do mnie tak: „będziesz sprzedawać nowe przyczepy rolnicze do gospodarstw rolnych”. Świetnie – pomyślałam sobie – cudowny biznes. Ile sprzedam tych przyczep? Kto je kupuje? Co można w nich przewozić? Jako, że miałam lokal, miałam towar, postanowiłam spróbować. Gdy pojawił się pierwszy klient podpytałam, okazało się, że potrzebuje przyczepę na paszę; następny potrzebował na gruz. Jeszcze inny woził ziemniaki. Poznałam historię paru mieszkańców z okolicy. Wozili kapustę, buraki, ziemniaki, rzepę, cebulę… Nie sądziłam, że ten kawałek Polski jest taki urodzajny. Przyczepami rozwożono nawóz, i porąbane drewno na opał. Przyczepami wywożono ziemie z budowy. Okazało się, że otrzymałam kurę znoszącą złote jajka. Poczułam ogromne zadowolenie i wdzięczność. Ba, sama miałam taki ruch, że postanowiłam zatrudnić pracownika i może też trochę „pogrzebać” się w ziemi? Może ogródek? Działka? Coś wybudować?

Zaczęło mi się żyć dobrze, spokojnie, w zgodzie z samą sobą. Poczułam rytm natury, co nie gryzło się z tym, że zaczęłam zarabiać duże pieniądze. Dzięki temu spadkowi otworzyły mi się oczy na niektóre sprawy, poczułam się zdrowsza i nie dziwiłam się ciotce, że się tu zaszyła bez kontaktu z toksycznym otoczeniem – ja też to dostrzegłam!